W tym roku minie 10 lat od kiedy jestesmy Berberowem. Takim naszym, prywatnym, w ktorego powstanie malo kto wierzyl.
Ja sama nigdy bym sie nie spodziewala, ze wyjazd na pierwsze dorosle wczasy, przyniesie mi tyle zmian, tyle przygod, ze znajde na nich moja milosc. Wybralam sie z ciocia i jej mezem do Tunezji, a konkretnie na piekna wyspe Djerbe. Pojechalismy tam po wielkiej tragedi, ktora wydarzyla sie w naszej rodzinie, w zasadzie nie mielismy na ten wyjazd ochoty, ale bylo juz wszystko zaplacone i pofrunelismy. Pierwszy lot samolotem, pierwszy eksluzywny hotel i drinki z parasolem all inclusive :)
W dzien przylotu, siedzialam wymaltretowana lotem przy barze, wialo tak , ze papieros sam sie wypalal, a wlosy wchodzily do oczu. Wygladalam, delikatnie mowiac- niewyjsciowo! Wtedy, podszedl do nas animator, usmiechniety i mily. Popytal, pogadal, a ja myslalam, ze po prostu to jego robota. Jednak w pewnym momencie zaprosil nas na szisze ( fajke wodna, palona czesto w krajach arabskich ) i powiedzial ze pomodli sie dla nas o sloneczna pogode na reszte urlopu... I tak od nastepnego dnia sie zaczelo! Dni niepozornego leniuchowania i szalone wieczory i noce, zakochanie, calowanie, chodzenie po oblokach. Po powrocie do Europy, bylam jak chora, nic mnie nie cieszylo, oprocz pikania komorki... Po niecalym roku- ponowne spotkanie, ono rozwialo obawy, upewnilo, ze to jest to. Obietnice, plany, blekitne niebo, milosc za turkusowymi drzwiami.
Mimo wielu przeszkod, pukania sie paluchem po glowie przez rodzine i znajomych jest wiosenny slub, w sukience koloru nadziei, z bukietem kremowych tulipanow i glowami przepelnionymi przyszloscia. Dostajemy od losu wielkooka zimowa dziewczynke oraz wiele stresow polskiej codziennosci. Los zanosi nas do ojczyzny Berbera- Tunezji. Jest ciezko, czasem bardzo. Sa lzy i bieda, sa ponure noce, ale po krotkim powrocie do Polski i zmianie mieszkania na Djerbie jest lepiej, mamy wynajety domek, siebie, madra Berberowne, ktora uwielbiaja wszyscy sklepikarze i sasiedzi. Na swiat postanawia przyjsc czarnooki chlopiec, Berberowo jest w komplecie. Tak czujemy jako para, jako rodzice, jako ludzie, ktorzy duzo razem przezyli.
Myslelismy, ze ten piekny kraj bedzie juz zawsze naszym domem, ale w ten dzien, w ktorym rodze syna, syn innej matki oblewa sie benzyna i podpala, tak zaczyna sie w Tunezji Jasminowa Rewolucja, ktora ma tak wiele zmienic- nie tylko w naszym zyciu. Na domiar zlego, zachorowuje moja mama, a ja, jako jej jedyne dziecko jestem bardzo daleko. Nadchodza dni, w ktorych rozmawiamy, boimy sie o przyszlosc, ja mam noworodka bez dokumentow, Berber nie ma nawet paszportu. Boje sie, ze jakis zbir zapuka do drzwi, ze zamieszki ogarna nasza spokojna wysepke. Kiedy jestesmy z dziecmi na spacerze, nic nie zakloca szumu morza i szelestu palm, kawa nadal jest pyszna, ale na skrzyzowaniu stoi ktos z karabinem, policjanci czesciej legitymuja, we wszystkich domach na okraglo leca wiadomosci. W Polsce moja mama walczy ze soba, z choroba, niemoca- depresja.
Decydujemy, musimy sie wyprowadzic do Niemiec ( w Polsce nie ma szans na prace dla meza ), ja mam obywatelstwo, znamy doskonale ten jezyk. Lecimy najpierw do rodziny do Paryza, stamtad do Polski, zalatwiamy kolejna tone dokumentow i pewnego sierpniowego wieczoru, z dwojka dzieci i dwoma walizkami wsiadamy do autobusu do Monachium. Nnie mamy tam nic, a jednak dajemy rade juz od poltorej roku. Jestesmy silni, jestesmy dumni, mamy siebie, mamy nasze klotnie i rozmowy, dzieciaki biegajace po ogrodku i swiadomosc, ze trzeba zawsze dbac o siebie nawzajem, bo razem mozna wszystko, bo mozna stworzyc swoje miejsce, nawet jesli jest ono w nas.
Patrze czasem na mojego meza i mysle, ze przeciez kiedys dzielily nas tysiace kilomrtrow i nawet na naszym slubie nikt nie wierzyl, ze to prawdziwe uczucie. Patrze na dzieciaki jedzace kanapki i wiem, ze to cud, bo czasem wygrzebywalismy drobne na chleb i cos do niego.
Mam nadzieje, ze zawsze damy rade, nawet gdy jedno padnie, drugie je podniesie...
 |
Gdzie niebo laczy sie z morzem- molo Houmt Souk |
 |
Milosna kreda Berberzatek :D |
 |
Kawa Berbera i moja w naszym domku na Djerbie |
 |
Drzwi domu sasiada i przyszywanego dziadka Berberzatek |
 |
Hibiskus w donicy na tarasie djerbijskiego domu |
 |
Widok na hotelowa plaze |
 |
Zachod slonca w porcie na Djerbie |
 |
Widok na meczet w oddali ( siedzialam kolo domu i sluchalam nawolywania do wieczornej modlitwy, bardzo za tym tesknie) |
 |
Luty, czyli wiosna na Djerbie- wioska rodzinna Berbera |
 |
Widok za dachu naszego pierwszego tunezyjskiego mieszkania |
zaczytałam się... te prawdziwe piękne historie naszego życia uplecione nieprzewidywalnością ale jakby naznaczone... Szczęscia Wam zyczyć nie muszę, bo macie - to zdrowia ♥
OdpowiedzUsuńCzarodziejko! Ty u mnie? :* Dziekuje za zyczenia i ciesze sie, ze sie zaczytalas :)
UsuńGrażynko,zajrzałam i będę zaglądać...Pisz,bo robisz to naprawdę dobrze. 3mam kciuki za Was i za bloga. <3
OdpowiedzUsuńBożena.
Piekna historia, wypełniona emocjami, uczyciem, całą Tobą. Sciskam cieplo i cieszę sie ze bloga założyłaś!!!
OdpowiedzUsuńAsiu, a ja sie ciesze, ze zajrzalas i ze Ci sie podoba. To m. in. dzieki Tobie wciagnal mnie blogowy swiat. Buziaki!
UsuńGrazia, ja się zawsze zastanawiałam, jak się poznaliście itp :)
OdpowiedzUsuńNie prowadzę bloga,wiec będę tu zagladać jako anonimowy. jak się miewa Wasza zajączka? Pozdrawiam,Bożena.
OdpowiedzUsuńBozenko, jak sie Milli sprawuje napisalam Ci w wiadomosci :*
UsuńBerberko, przeniosłaś mnie znów w ten świat...... i łza się w oku zakręciła
OdpowiedzUsuńagnes.at z salam ( nie wiem czy pamiętasz).
Pamietam, pamietam. Nawet jesli bym zapomniala, to kolor wlosow, by mi przywrocil pamiec :)
UsuńO to chodzi, zeby komus pokazac, innemu przypomniec ten swiat!
Piękny wpis kochana :*
OdpowiedzUsuńDzieki Berni :*
UsuńHistoria bardzo podobna do naszej - też berberyjskiej, ale algiersko-polskiej. Życzę Wam szczęscia i pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńTakich histori jest wiele, a kazda w swoim rodzaju :) Pozdrawiam rowniez
Usuń