sobota, 8 listopada 2014

Przyjazn

Umawiamy sie, chociaz to nie weekend, chociaz deszcz pada i jest ponuro.
Chociaz trzeba to zorganizowac prawie do minuty, bo jeszcze w przedszkolu pieczemy gaski na Swietego Marcina ( ciasteczka, bardzo pyszne zreszta ).
Chociaz strajk kolejarze sobie urzadzili.
Berberzaki nic nie wiedza. Dopiero, kiedy musze im powiedziec, ze gdzies jedziemy, to mowie. Jednak nie cala prawde, tylko ze na spotkanie z kims.
Berberowna pyta, czy z kims kogo lubimy.
Odpowiadam, ze tak i ze jesli zgadna, to powiem z kim.
Zaczynaja wiec wymieniac cala litanie krewnych i znajomych.
Dlugo nie moga trafic, oj dlugo.
Ja mam na twarzy coraz wiekszy usmiech, w koncu w oczach Berberowny, pojawia sie blysk, taki wiecie -Eureka-.
Wiem, ze ona wie i po tym jak wykrzykuje na glos prawidlowa odpowiedz, potwierdzam.
Kwicza ze szczescia, podskakuja jak pileczki do ping-ponga.
Tlumacze, ze musimy jeszcze chwilke na nia poczekac, ze siadziemy na krzeselkach peronowych i bedziemy jej wypatrywac.
Wypatrujemy tak, ze nas zaskakuje i piszczymy wszyscy razem. Taka czysta, niepohamowana radosc.
Peplamy z miejsca, jeden przez drugiego. Szczesliwi...
Idziemy do kawiarni, ona kaze Berberzakom zamawiac duze lody, a mnie kawe z czyms slodkim, koniecznie!!! I smiejemy sie, jemy, pijemy, opowiadamy wszystko co sie tylko da opowiedziec, wiemy, ze to przyjazn.
Potem wyciaga portfel, bo stawia :) A w portfelu ma zdjecia moich Berberzakow, bo jej daly i ona nosi.
Nie myslalam, ze kiedys jeszcze sie tak zaprzyjaznie, tak bezwarunkowo i od pierwszego wejrzenia. Ze tak bede nadawac z kims na tej samej fali i miec to samo poczucie humoru.
Miala u nas w budynku tylko pracowac, a stala sie kims wyjatkowym dla nas, a my dla niej.
Zmienila prace i dlatego mozemy sie spotykac prywatnie.
Jednak ona teskni za nami, a my za nia. Za rozmowami w drodze do pralni, za codziennymi rytualami.
Na spotkanie zapomnialam aparatu, jednak nie zapomne tego wypelnionego smiechem i zartami popoludnia.Kadry pozostana w pamieci...
Na dworze padal deszcz, a ona swiecila zielona czapka.
Wial wiatr, a na lodach piekniala posypkowa tecza.
Ludzie na nas patrzyli, a my rechotalysmy jak szalone.
Padal deszcz, a my wracalismy szczesliwi do balaganu w domu.
To spotkanie dalo mi energie, zeby jeszcze posprzatac, ugotowac i sprawdzic lekcje...
Warto chyba jednak byc otwartym na innych :)

foto by Berberek

Foto by Berberek





Foto by Berberek









8 komentarzy:

  1. Taka przyjaźń to prawdziwy skarb! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku... jak wspaniale. Czekam na spotkanie takie tu...wierzę, ze w końcu poznam gdzieś tu taką osobę, wyszperam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja stracilam nadzieje, ze tutaj kogos poznam, a teraz mam dwie przyjaciolki. Z nia bylo wyjatkowo, bo nie byla to przyjazn przez dzieci ( ze tak to nazwe ), tylko taka spontaniczna, bo sie dobralysmy :D

      Usuń
  3. Super, fajnie że się macie. Przyjaźnie są jednym z fundamentów życia 😊. I dzieciaki są cudne po prostu. Pozdrawiam słonecznie Was obje (wbrew pogodzie 😉)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ano sa, mnie bylo ciezko, jak mialam swiadomosc, ze jedyne osoby do ktorych moge otworzyc paszcze sa w Polsce... Teraz sama swiadomosc, ze ktos pocieszy namacalnie, daje mi duzo :D Przesylamy troche zimnego slonka, bo swieci, aale nie grzeje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyjaciele przez wielkie P czasem stają się ważniejsi niż rodzina. Warto o nią dbać :)

    OdpowiedzUsuń

Jesli nie widzisz swojego komentarza, oznacza to jedynie, ze rowniez ja go jeszcze nie przeczytalam i ze czeka sobie na moderacje :)